Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwester. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylwester. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 grudnia 2013

Szczęśliwego Nowego Roku!

Obecny rok się powoli kończy. Nie wiem czy dla wszystkich był udany, ale na pewno Szalone Lwy mogą go zaliczyć do jednego z najlepszych w życiu. Ten rok obfitował w znaczące dla nas wydarzenia: nasz ślub i wesele, zmianę pracy A., przeprowadzkę do pierwszego mieszkania w naszym życiu, którego nie musimy dzielić z innymi osobami, pierwsze wspólne całe święta Bożego Narodzenia.
Do przykrych wydarzeń z tego roku można zaliczyć tylko śmierć mojego dziadka, który mimo moich zapewnień nie doczekał naszego ślubu i nowego członka rodziny.

Mam nadzieję że kolejny rok przyniesie kolejne radosne chwile i będzie obfitował w szereg wyjazdów i wydarzeń, którymi zamierzamy się dzielić w dalszym ciągu na naszym blogu.

Drodzy nasi wierni czytelnicy składamy Wam życzenia wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2014. Niech ten nadchodzący rok będzie motywacją do zmian na lepsze w Waszym życiu, do zrobienia tego czego nie odważyliście się zrobić w tym roku, do poznawania nowych ludzi i miejsc, o których marzycie.

Powoli szykujemy się do naszego Sylwestra. W tym roku spędzamy go w Krakowie razem ze znajomymi na "domówce". Zakąski są już gotowe, alkohol mrozi się w lodówce. Zamierzamy też na chwilę zaglądnąć przed północą na Rynek w Krakowie bo w tym roku miasto się postarało i organizuje najlepszą imprezę plenerową w całej Polsce. Oby impreza potrwała do białego rana bo chcemy w najlepszych nastrojach zakończyć ten udany dla nas rok.

Szczęśliwego Nowego Roku i udanej zabawy życzą Wam A. i M.

Zakochany

wtorek, 10 stycznia 2012

Łyżwy, powitanie Nowego Roku i wesele

Od ostatniej notki na blogu minęły ponad 2 tygodnie. Ten czas wykorzystaliśmy w pełni, starając się spędzić z sobą jak najwięcej czasu. Co prawda Wigilię i pierwsze dni spędziliśmy osobno ze swoimi rodzinami, ale były to jedyne dni w ostatnim czasie z dala od siebie. Przed świętami obiecałem ukochanej, że wykorzystam urlop w pracy i zaraz po świętach przyjadę do niej na kilka dni do rodzinnego domu.

Tak też stało, Zaraz po świętach wsiadłem w samochód i pojechałem 150 km żeby znów zobaczyć mój największy Skarb. W planach mieliśmy pojeździć wspólnie na nartach, ale deszczowa pogoda i plusowa temperatura przeszkodziła w naszych planach. Na pocieszenie wybraliśmy się na krótki spacer po mieście oraz na łyżwy. Nie jestem doświadczonym łyżwiarzem. Dlatego rok przerwy od ostatniego razu, kiedy jeździłem na łyżwach zrobił swoje. Zanim moje ślizgi stały się w miarę płynne minęło 30 minut. Moja A. jeżdzi na łyżwach od dawna. Dlatego co chwilę zerkała na mnie czy wszystko w porządku i nie trzeba mnie zbierać z tafli ;) Na szczęście skończyło się bez wypadku i bliskich spotkań z lodem. Przy okazji spaliłem trochę kalorii po świątecznym ucztowaniu. Przy okazji wyjazdu do A.kolejny raz zintegrowałem się z jej rodziną przy winku i wypiekach jej mamy :) W takich momentach coraz bardziej utwierdzam się, że mam dobre notowania w oczach rodziców mojej ukochanej. A to przecież ważny element dla relacji w naszym związku.

Sylwestra spędziliśmy wspólnie w Krakowie w naszym mieszkaniu. Nie było może może balu sylwestrowego, tylko kameralna impreza, ale bawiliśmy się przednio. Nie brakło hitów muzycznych, dobrego kina, alkoholu. Były nawet wspólne tańce. O północy złożyliśmy sobie życzenia. Obiecałem A. ,że ten rok będzie jeszcze ciekawszy niż 2011 i obfitujący we wspólne wyjazdy i nieraz ją zaskoczę :)

Z kolei na długi weekend 6 stycznia wybraliśmy się ponownie w rodzinne strony mojej A. Jej ciocia wychodziła za mąż i nie moglem odmówić sobie poznania większej części jej rodziny. Ślub i wesele było kameralne tylko dla najbliższej rodziny. Moja ukochana była dodatkowo świadkiem, ale powierzona rola jej nie przerosła. Spisała się w 100%. Spędziliśmy kolejne wspaniałe chwile razem, a ja i tym razem nie dałem plamy jej rodzinie i wróciłem w pionie z przyjęcia weselnego :) A jedzenia i okazji do wypicia nie brakowało...

Dziękuje Ci Kochanie za kolejne cudowne dwa tygodnie :*

A wszystkim Wam, nasi drodzy czytelnicy, składamy życzenia spełnienia wszystkich marzeń i postanowień w Nowym Roku. Wszyscy straszą kryzysem, ale trzeba wierzyć, że będzie dobrze :)

Zakochany

piątek, 7 stycznia 2011

Sylwester oczami A.

W czwartek rano M. po 8 rano dał mi znać, że wyjeżdża z Krakowa. Nie mogłam się doczekać spotkania z nim. Przyjechał po niecałych trzech godzinach. Była kawa, ciasto a później obiad. Moja mama musiała się wykazać i zrobiła barszcz z krokietami. M. twierdził, że nie może się ruszać z przejedzenia. Około 16 wyruszyliśmy w drogę do Iwonicza Zdroju. Był wiatr, śnieg, zaspy i bardzo zimno, pogoda mocno niesprzyjająca, ale dojechaliśmy szczęśliwie. W czwartek już nie chciało nam się wychodzić nigdzie, bo na zewnątrz było przeraźliwie zimno. 
W piątek musieliśmy sprawdzić gdzie się odbywa nasz sylwester, trochę z tym było zamieszania, bo pewna pani wprowadziła nas w błąd. Później kawa w jedynym czynnym lokalu przypominającym bardziej pub niż kawiarnię. Na szczęście znalazła się też czynna restauracja żeby zjeść obiad :)
Popołudniu przygotowania do balu. W skrócie wyglądało to tak: M. zajął jedynie na chwilę łazienkę a później ubrał się w garnitur (w którym wygląda super przystojnie). Ja: mycie i układanie włosów, makijaż, sukienka, pasek, koronkowe rajstopy, szpilki… aż w końcu M. był pod wrażeniem mojego wyglądu.  
Bal rozpoczynał się teoretycznie o 20, ale byliśmy pół godziny wcześniej i już było sporo osób. Nasz stolik był 4-osobowy, ale siedzieliśmy przy nim tylko my. Na stole pojawiały się różne smakołyki: od łososia, poprzez strogonow, szarlotkę z lodami, kończąc oczywiście na szampanie.
Noworoczne życzenia też były piękne i mam nadzieję, że się spełnią. Co do tańca, to w końcu wiem jak się tańczy z M. – cudownie. Może nie zawsze ja łapałam dobry rytm, ale ogólnie uważam, że było bardzo dobrze. Wyszaleliśmy się na parkiecie, zabawę zakończyliśmy o 4 rano, a następnego dnia obudziliśmy się około 11, na szczęście bez kaca :).
W sobotę pozwiedzaliśmy Iwonicz i Rymanów – mimo wiatru, który był przeszywający i lodowaty. Zaostrzony apetyt zabiliśmy ogromną pizzą. Znowu ja nie dałam rady zjeść swojej połówki pizzy ;P Niedzielny poranek przyniósł piękną pogodę, słońce i lekki śnieg, zupełnie bez wiatru. Muszę przyznać, że jedyne co się podczas wyjazdu nie udało to właśnie pogoda, cała reszta była tak jak sobie wymarzyłam a nawet lepiej. M. zirytował tylko powrót do Krakowa, który upłynął nam w długich i męczących korkach.
Mam nadzieję, że kolejny sylwester również spędzimy w tak ciekawy sposób :) Kochanie, dziękuję, że tak cudownie to zorganizowałeś :*

Zakochana

piątek, 26 listopada 2010

Sylwestrowe poszukiwania

Już jakiś czas temu zaczęliśmy się z M. rozglądać za sylwestrem, a w zasadzie za pobytem sylwestrowym na 2-3 dni. Oboje zgodnie uznaliśmy, że chcemy jakieś raczej zaciszne miejsce w górach a do tego bal, a nie imprezę w stylu studenckim. Poszukiwania trwały dobre dwa tygodnie.
Z przykrością muszę stwierdzić, że większość propozycji jest beznadziejna. Jeśli już nawet miejsce jest fajne, to w cenie balu jest jedno danie i szampan i to za niebagatelną sumę. Z kolei jeśli cena jest do zaakceptowania to zwykle nie zawiera niemal niczego poza noclegiem. Większość ofert na 3-4 dni to suma 600 zł i więcej, a jeśli wziąć pod uwagę hotele to nawet ponad 1000zł.
Z mojego punktu widzenia Polacy jednak nie są tak zamożnym społeczeństwem, żeby rzucili się na takie oferty z zachwytem. Zbyt drogie i wcale nie gwarantujące dobrej zabawy.
Muszę jednak stwierdzić, że Szczęśliwym sprzyja szczęście (albo my je przyciągamy do siebie), bo udało nam się znaleźć Sylwester dla nas idealny.
Bal będzie w Iwoniczu Zdrój, w kawiarni Górnik z menu zawierającym kilka dań, ciasta, sałatki itp. za 150 zł od osoby. W porównaniu z innymi ofertami cena bardzo przystępna. Do tego M. zarezerwował dla nas nocleg. Co ciekawe znaleźliśmy kilka kwater prywatnych, ale obojgu nam podobała się szczególnie jedna. M. zadzwonił tam i okazało się, że mają ostatni wolny pokój i to w cenie całkiem niskiej jak na okres sylwestrowy, bo tylko 40zł od osoby. Tym sposobem wyjazd na 4 dni razem z balem nie powinien nas kosztować więcej niż 400zł :)
Już się nie mogę doczekać, wiem że będzie cudownie. W końcu się dowiem jak się tańczy z M. :)

Zakochana