Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łyżwy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łyżwy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lutego 2012

Fantastyczny weekend w Beskidzie Niskim

Za nami kolejny fantastyczny weekend spędzony razem. A. zakończyła pozytywnie egzaminy  i w środę mogła uda się na zasłużony wypoczynek do domu na kilka dni. Umówiliśmy się, że na weekend do niej dojadę i spróbujemy wybrać się wspólnie na narty. W tym celu wziąłem dodatkowo urlop w piątek, by spędzić z ukochaną jeszcze więcej czasu. Podróż przebiegła bez przykrych niespodzianek, choć był mocny wiatr i cały czas padał śnieg. Wczesnym popołudniem byłem już na miejscu. A. przywitała mnie odśnieżając podjazd do domu. Wszystko specjalnie dla mnie. Głupio mi było, że tak się męczy, dlatego dalszą część podjazdu odśnieżyłem już sam.

Po obiedzie i kawie pojechaliśmy do Gorlickiego Domu Kultury na premierowy spektakl amatorskiej grupy teatralnej Shade p.t. „Em – czyli Orfeusz i Eurydyka”. Jeśli miałbym w skrócie powiedzieć o czym była ta sztuka to określiłbym to jako próba pokazania miłości jako cudownego uczucia, poszukiwania sensu życia po utraconej miłości. Autorem scenariusza i reżyserem jest założycielka "Shade" - Pani Iwona Strusińska. Aktorami były osoby różnych pokoleń. Chociaż jest to tylko teatr eksperymentalny, to ich gra była w pełni profesjonalna, wzbogacona o zmieniającą się scenografię i klimatyczną muzykę i grę świateł.

W sobotę rano wybraliśmy się do pobliskiego Małastowa (ok 20 km od Gorlic) na stok narciarski. Stok jest zaledwie 500 metrowy, ale idealny do jazdy dla takich początkujących narciarzy jak my. Jest w miarę szeroki, bez drzew na trasie i zwężeń. Idealny do doskonalenia umiejętności. i bezpiecznej jazdy. Warunki do jazdy były również bardzo dobre. Śniegu było bardzo dużo, bez oblodzeń i muld. W kasie ceny nie wygórowane i praktycznie brak kolejki do wyciągu (zaskoczenie jak na okres ferii zimowych). Czego narciarz może chcieć więcej :)

Z kolei po popołudniu poszliśmy na spacer do pobliskiego lasu. Było jak z bajki :) Głęboki świeży śnieg, pokryte białym puchem choinki. Na leśnej drodze tylko ślady leśnych zwierząt. Zdarzyliśmy zrobić kilka zdjęć, porzucać się trochę śnieżkami i wróciliśmy do domu. Przypomniały mi się wtedy chwile beztroskiej zabawy na feriach zimowych za czasów gdy chodziłem do podstawówki ;)

W niedzielne przedpołudnie dla odmiany wybraliśmy się na lodowisko. Szło mi już dużo lepiej niż ostatnio, ale do techniki jazdy mojej ukochanej mi jeszcze sporo brakuje. W jeżdżeniu trochę przeszkadzał wiejący silny wiatr. Najważniejsze, że skończyło się bez upadku. Przy okazji spaliliśmy wszystkie zbędne kalorie. Dodam, że tata A. gotuje rewelacyjnie, a jej mama z kolei piecze świetne ciasta i ciasteczka :)

Wieczorem musieliśmy już wracać do Krakowa. Podróż przebiegła w bardzo ciężkich warunkach pogodowych przy marznącym deszczu. Przed wieczorem udało się dojechać bezpiecznie na miejsce.

Dziękuje Co Kochanie za kolejny wspaniały weekend :* Teraz moja kolej na rewanż.

Stok w Małastowie. Idealny do nauki i weekendowej rekreacji an nartach.

Zima w Magurskim Parku Narodowym.


Popołudniowy spacer do lasu zasypanego śniegiem.


Zakochany

wtorek, 10 stycznia 2012

Łyżwy, powitanie Nowego Roku i wesele

Od ostatniej notki na blogu minęły ponad 2 tygodnie. Ten czas wykorzystaliśmy w pełni, starając się spędzić z sobą jak najwięcej czasu. Co prawda Wigilię i pierwsze dni spędziliśmy osobno ze swoimi rodzinami, ale były to jedyne dni w ostatnim czasie z dala od siebie. Przed świętami obiecałem ukochanej, że wykorzystam urlop w pracy i zaraz po świętach przyjadę do niej na kilka dni do rodzinnego domu.

Tak też stało, Zaraz po świętach wsiadłem w samochód i pojechałem 150 km żeby znów zobaczyć mój największy Skarb. W planach mieliśmy pojeździć wspólnie na nartach, ale deszczowa pogoda i plusowa temperatura przeszkodziła w naszych planach. Na pocieszenie wybraliśmy się na krótki spacer po mieście oraz na łyżwy. Nie jestem doświadczonym łyżwiarzem. Dlatego rok przerwy od ostatniego razu, kiedy jeździłem na łyżwach zrobił swoje. Zanim moje ślizgi stały się w miarę płynne minęło 30 minut. Moja A. jeżdzi na łyżwach od dawna. Dlatego co chwilę zerkała na mnie czy wszystko w porządku i nie trzeba mnie zbierać z tafli ;) Na szczęście skończyło się bez wypadku i bliskich spotkań z lodem. Przy okazji spaliłem trochę kalorii po świątecznym ucztowaniu. Przy okazji wyjazdu do A.kolejny raz zintegrowałem się z jej rodziną przy winku i wypiekach jej mamy :) W takich momentach coraz bardziej utwierdzam się, że mam dobre notowania w oczach rodziców mojej ukochanej. A to przecież ważny element dla relacji w naszym związku.

Sylwestra spędziliśmy wspólnie w Krakowie w naszym mieszkaniu. Nie było może może balu sylwestrowego, tylko kameralna impreza, ale bawiliśmy się przednio. Nie brakło hitów muzycznych, dobrego kina, alkoholu. Były nawet wspólne tańce. O północy złożyliśmy sobie życzenia. Obiecałem A. ,że ten rok będzie jeszcze ciekawszy niż 2011 i obfitujący we wspólne wyjazdy i nieraz ją zaskoczę :)

Z kolei na długi weekend 6 stycznia wybraliśmy się ponownie w rodzinne strony mojej A. Jej ciocia wychodziła za mąż i nie moglem odmówić sobie poznania większej części jej rodziny. Ślub i wesele było kameralne tylko dla najbliższej rodziny. Moja ukochana była dodatkowo świadkiem, ale powierzona rola jej nie przerosła. Spisała się w 100%. Spędziliśmy kolejne wspaniałe chwile razem, a ja i tym razem nie dałem plamy jej rodzinie i wróciłem w pionie z przyjęcia weselnego :) A jedzenia i okazji do wypicia nie brakowało...

Dziękuje Ci Kochanie za kolejne cudowne dwa tygodnie :*

A wszystkim Wam, nasi drodzy czytelnicy, składamy życzenia spełnienia wszystkich marzeń i postanowień w Nowym Roku. Wszyscy straszą kryzysem, ale trzeba wierzyć, że będzie dobrze :)

Zakochany

piątek, 4 marca 2011

Śluby panieńskie i wyjście na lodowisko

W ostatnią sobotę postanowiliśmy z M. oglądnąć film, ale nie w kinie, a u mnie w pokoju. Wybraliśmy "Śluby panieńskie".

  
Film zrobił na nas, szczerze mówiąc średnie wrażenie. Do jego zalet można zaliczyć obsadę aktorską, piękne plenery i świetny pomysł Fredry. Niestety reżyser się nie popisał, bo komedia wcale nie bawiła do łez, a dziwne wstawki scen z komórkami wprowadziły tylko chaos. Jednak i tak warto było oglądnąć i spędzić ten czas z Ukochanym.

  

W niedzielę natomiast wybraliśmy się na lodowisko na Eisenberga. Było fajnie i trochę się zmęczyliśmy. Lodowisko jest niewielkie, ale jeżdżących dość dużo. Być może uda nam się pójść jeszcze tej zimy pojeździć. Teoretycznie jest czynne do 15 marca, więc kto wie :) Chociaż ja wolałabym w końcu wiosnę.

Zakochana