Ślub zbliża się wielkimi krokami, dlatego staramy się załatwić jak najwięcej rzeczy. Niestety przez ostatni miesiąc byliśmy naprawdę zabiegani. Wiązało się to z szukaniem nowego mieszkania do wynajęcia i przeprowadzką. Na szczęście wszystko przebiegło pomyślnie i już mieszkamy w kawalerce, w zielonej okolicy niedaleko Wisły. Bardzo cieszymy się, że w końcu jesteśmy bez naszych współlokatorów bałaganiarzy. Mieszkanie jest przytulne i dobrze nam się tu mieszka :)
Jeśli chodzi o ślub to dwa tygodnie temu pojechaliśmy do kościoła w którym będzie ślub, żeby porozmawiać z proboszczem (wcześniej tylko telefonicznie ustaliliśmy godzinę ślubu). Ksiądz miał bardzo mało czasu, dlatego powiedział nam tylko co mamy przynieść na następny raz do spisania protokołu. Umówiliśmy się z nim na najbliższą sobotę, żeby spisać ten protokół. W międzyczasie załatwialiśmy odpisy aktu chrztu, bierzmowania i świadectwa z religii ze szkoły. Najwiekszą trudnością było zdobycie odpisu aktu chrztu. Problem polega na tym, że ja musiałabym jechać po ten papier do Gorlic, bo tam miałam chrzest, a w tym celu musiałabym wziąć urlop, którego nie mam. Na szczęście moja mama załatwiła odpis za mnie. Gorzej miał mój M. bo okazało się, że jako parafia została rozwiązana i nie wiadomo, gdzie są akta. Kancelarie w obu kościołach, które potencjalnie mogły wydać mu ten dokument były czynne tylko w godzinach pracy M. Na szczęście mama M. pofatygowała się na drugi koniec Krakowa i załatwiła to za niego. Mamy więc komplet dokumentów (a przynajmniej tak nam się wydaje) do spisania protokołu.
Kolejną rzeczą, którą udało nam się załatwić są buty, zarówno moje jak i M. W jeden z wolnych dni wybraliśmy się razem na zakupy. Przeszliśmy mnóstwo sklepów. Damskie buty na wszystkich stanowiskach były niemal takie same i żadne nie przypadły mi za bardzo do gustu. Zwłaszcza, że chciałam mieć buty max. na 6 cm obcasie, aby nogi się nie męczyły. W końcu znalazłam białe buty na niewysokim solidnym obcasie, bez żadnych zdobień. Może nie są bardzo wymyślne, ale pod suknią i tak nie będzie ich wogóle widać ;) M. też był wybredny, nic mu się nie podobało i przez długi czas nie chciał nawet niczego zmierzyć. Na szczęście jeden model wpadł mu w końcu w oko i udało się. Były idealne, dlatego kupiliśmy je od razu. Jeśli chodzi o cenę to byłam pozytywnie zaskoczona, bo moje buty kosztowały tylko 85zł, M. wydał trochę więcej - 130zł.
Zaproszenia ślubne są już niemal gotowe. Jak już wspominałam w którymś z wpisów, zaproszenia robi moja mama. Wszystkie są w całości ręcznie robione. Dodatkowo są trzy różne wzory. W ostatnie dni kupiłam specjalny połyskujący papier aby wydrukować tekst w środku zaproszeń. Ułożyliśmy wspólnie z M. tekst zaproszenia. Udało się je już wydrukować. Teraz wystarczy je przyciąć i wkleić w środek zaproszeń.
Z najbliższych rzeczy, które są przed nami - spisanie protokołu już w sobotę, zamówienie obrączek i pierwsza przymiarka sukni ślubnej w przyszłym tygodniu :)
Jeśli chodzi o ślub to dwa tygodnie temu pojechaliśmy do kościoła w którym będzie ślub, żeby porozmawiać z proboszczem (wcześniej tylko telefonicznie ustaliliśmy godzinę ślubu). Ksiądz miał bardzo mało czasu, dlatego powiedział nam tylko co mamy przynieść na następny raz do spisania protokołu. Umówiliśmy się z nim na najbliższą sobotę, żeby spisać ten protokół. W międzyczasie załatwialiśmy odpisy aktu chrztu, bierzmowania i świadectwa z religii ze szkoły. Najwiekszą trudnością było zdobycie odpisu aktu chrztu. Problem polega na tym, że ja musiałabym jechać po ten papier do Gorlic, bo tam miałam chrzest, a w tym celu musiałabym wziąć urlop, którego nie mam. Na szczęście moja mama załatwiła odpis za mnie. Gorzej miał mój M. bo okazało się, że jako parafia została rozwiązana i nie wiadomo, gdzie są akta. Kancelarie w obu kościołach, które potencjalnie mogły wydać mu ten dokument były czynne tylko w godzinach pracy M. Na szczęście mama M. pofatygowała się na drugi koniec Krakowa i załatwiła to za niego. Mamy więc komplet dokumentów (a przynajmniej tak nam się wydaje) do spisania protokołu.
Kolejną rzeczą, którą udało nam się załatwić są buty, zarówno moje jak i M. W jeden z wolnych dni wybraliśmy się razem na zakupy. Przeszliśmy mnóstwo sklepów. Damskie buty na wszystkich stanowiskach były niemal takie same i żadne nie przypadły mi za bardzo do gustu. Zwłaszcza, że chciałam mieć buty max. na 6 cm obcasie, aby nogi się nie męczyły. W końcu znalazłam białe buty na niewysokim solidnym obcasie, bez żadnych zdobień. Może nie są bardzo wymyślne, ale pod suknią i tak nie będzie ich wogóle widać ;) M. też był wybredny, nic mu się nie podobało i przez długi czas nie chciał nawet niczego zmierzyć. Na szczęście jeden model wpadł mu w końcu w oko i udało się. Były idealne, dlatego kupiliśmy je od razu. Jeśli chodzi o cenę to byłam pozytywnie zaskoczona, bo moje buty kosztowały tylko 85zł, M. wydał trochę więcej - 130zł.
Zaproszenia ślubne są już niemal gotowe. Jak już wspominałam w którymś z wpisów, zaproszenia robi moja mama. Wszystkie są w całości ręcznie robione. Dodatkowo są trzy różne wzory. W ostatnie dni kupiłam specjalny połyskujący papier aby wydrukować tekst w środku zaproszeń. Ułożyliśmy wspólnie z M. tekst zaproszenia. Udało się je już wydrukować. Teraz wystarczy je przyciąć i wkleić w środek zaproszeń.
Z najbliższych rzeczy, które są przed nami - spisanie protokołu już w sobotę, zamówienie obrączek i pierwsza przymiarka sukni ślubnej w przyszłym tygodniu :)