Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rabka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lipca 2012

Spacer po Rabce i zwiedzanie Skansenu w Chabówce.

Po zejściu z Lubonia wsieliśmy w samochód i przejechaliśmy do pobliskiej Rabki. Jest to miejscowość którą większość z Was kojarzy, ale mało to potrafi powiedzieć coś więcej niż że jest to znane uzdrowisko. I rzeczywiście tak jest. Chociaż Rabka jest miastem nie ma nawet własnego rynku i wyraźnie zaznaczonego centru. jakie było nasze zdziwienie, gdy jeden z mieszkańców miasta na moje pytanie gdzie jest centrum Rabki odpowiedział: - w Rabce nie ma centrum. Było już popołudnie i trochę zgłodnieliśmy. Rozpoczęły się poszukiwania miejsca na obiad. Po drodze przeszliśmy obok najbardziej rozpoznawalnych w mieście miejsc: lunaparku Rabkoland i starej stacji kolejowej, która jest w tak złym stanie że mogla by grać stację w Westernach. Przed stacją jest niewielki placyk mianowany hucznie kilka lat temu placem Św Mikołaja. Na środku placu stoi pomnik poświęcony patronowi. Jest to chyba jedyny pomnik ulubieńca dzieci w Polsce.

Dworzec PKP w Rabce - tu czas zatrzymał się w miejscu.

Pomnik Św. Mikołaja w wersji innej niż ta komercyjna (ten jest bardzo szczupły :))
Przechodziliśmy również przez park zdrojowy odnowiony za fundusze unijne. W parku powstała nowa atrakcja dla kuracjuszy tzw tężnia solankowa. To coś w rodzaju altanki ze słupem sporej średnicy. Słup jest obłożony gałęziami po których spływa woda solankowa. Tworzy się specyficzny mikroklimat, pomagający w leczeniu dróg oddechowych. Pomimo kiepskiej pogody kilkanaście osób spacerowało dookoła tej tężni.

Tężnia solankowa w Parku Zdrojowym w Rabce.
W niewielkiej odległości od parku znaleźliśmy ciekawą pizzerię z przystępnym cenowo menu. Po obiedzie przejechaliśmy do oddalonej od Rabki 3 km Chabówki. To miejsce znane jest ze skansenu taboru kolejowego. Jest to jedno z nielicznych takich miejsc w Polsce. Skansen powstał na terenie starej parowozowni. Od lat 80-tych gromadzone są ta stare lokomotywy, wagony wycofane z kolei, które po odrestaurowaniu prezentowane są zwiedzającym. Część taboru jest sprawna i organizowane są dla turystów przejazdy zabytkowym taborem po malowniczych zakątkach Beskidów. Muzeum obejmuje duży obszar i obejmuje kilkanaście pełnych składów kolejowych. Podczas naszej wizyty w tym miejscu, deszcz nie odpuszczał, dlatego ograniczyliśmy zwiedzanie do zrobienia kilku zdjęć przy wagonach i starych lokomotywach. Może kiedyś wrócimy jeszcze raz w to miejsce, gdzie czuje się upływ czasu i wspomnienia z naszego dzieciństwa kiedy to większość podróży odbywała się koleją. Jak ten czas szybko płynie...

Jeden ze stałych eksponatów w Skansenie Kolejnictwa w Chabówce.

Na kolację i nocleg pojechaliśmy w okolice Mszany do mojej przyjaciółki Moniki, która nas ugościła jak rodzinę, udostępniając specjalnie dla nas całe poddasze. Dziękujemy.

W sobotę z samego rana pojechaliśmy do Krościenka nad Dunajcem, zabierając po drodze mamę mojej ukochanej A.. Stamtąd już bardzo blisko jest do Szczawnicy, gdzie rozpoczynała się nasza wycieczka w Pieniny. Ale o tym już wkrótce w kolejnej notce.

Zakochany

niedziela, 22 lipca 2012

Luboń Wielki

Oboje z M. kochamy góry, w związku z tym ucieszyła nas perspektywa weekendu spędzonego w górach, zwłaszcza że pogoda zapowiadała się idealnie na pieszą wędrówkę. W ostatni piątek z samego rana wyjechaliśmy z Krakowa w stronę Rabki. Niestety synoptycy zmieniali zdanie niemal codziennie i w końcu ze słonecznego, ciepłego weekendu przewidywali chłodny i deszczowy. Z tego powodu musieliśmy zabrać dużo więcej rzeczy niż początkowo zakładaliśmy. 
Dość szybko dotarliśmy do Rabki, skąd mieliśmy zamiar wybrać się na Luboń Wielki - najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego. M. już kilka lat temu wchodził na ten szczyt, a ja nigdy wcześniej na nim nie byłam. Trochę czasu zajęło nam znalezienie początku szlaku. Mimo, że w końcu dotarliśmy do Rabki-Zaryte, to ciężko było nam znaleźć choćby skrawek miejsca na pozostawienie samochodu. Udało się około 1,5 km od  wejścia na szlak przy jakimś zajeździe. 
Z Rabki-Zaryte na Luboń Wielki wiodą trzy różne szlaki. My wychodziliśmy tym na przeciwko kościoła. Góra wydaje się raczej mało wymagająca i niepozorna. Jednak okazało się, że trzeba włożyć naprawdę dużo wysiłku by na nią wejść. Prawdziwa okazała się informacja przy szlaku, że na górę wchodzi się 1,5 godziny, mimo że odcinek do pokonania mierzy około 4 km. 

Beskid Wyspowy - piękno natury :)

Początkowo szlak wiedzie polną drogą, między polami, dopiero po jakimś czasie wchodzi się do lasu. Tuż przy ścieżce rosną krzaki poziomek, dzikich malin i borówek. Udało nam się zjeść trochę tych owoców po drodze na szczyt. Minęliśmy jednak bardzo mało turystów, być może dlatego, że był to piątek, albo dlatego, że nie jest to aż tak popularna góra jak np. pobliski Turbacz. 

Schronisko i bacówka na szczycie Lubonia. Turystów odstraszyła kapryśna pogoda.

Mniej więcej w połowie drogi zaczął padać drobny deszczyk i towarzyszył nam już niemal przez całą wędrówkę. Na szczycie rozpościera się piękny widok na okolicę i Tatry. Niestety deszcz nie pozwolił nam na zbyt długie zachwycanie się widokami. Uciekliśmy przed nim do schroniska, które w najbliższym tygodniu będzie świętowało 80-lecie swojego istnienia. Schronisko jest niewielkie, ale bardzo charakterystyczne. Tuż obok niego wznosi się duża wieża przekaźnikowa z mnóstwem anten. W środku można odnieść wrażenie że czas się zatrzymał. Na ścianach wiszą fotografie turystów sprzed kilkunastu lat, osoby siedzące w środku nigdzie się nie spieszą, a panowie z obsługi schroniska dyskutują o pieczeni z dziczyzny. My zamówiliśmy kawę i zjedliśmy kanapki.

Widok na Luboń Wielki od strony Rabki,

Zejście z góry było nieco trudniejsze ze względu na to, że deszcz zdążył już porządnie zamoczyć ścieżkę i kamienie na niej, przez co było ślisko. Wracaliśmy innym szlakiem, który biegnie po tej samej stronie góry. Jednak ta trasa już przy końcu jest znacznie bardziej zaniedbana, w lesie piętrzą się śmieci, a niedaleko pól i domów szlak biegnie rowem, którym z pewnością dawno nie był oczyszczany. Wyszliśmy na główną ulicę dokładnie na przeciwko stoku narciarskiego. Dość szybko dotarliśmy do samochodu, aby jeszcze tego samego popołudnia zobaczyć Rabkę. Ale o tym już w kolejnej notce. 

Zakochana